Święta i Sylwester 2012

Pogoda na Święta i Sylwestra
czyli kulą w płot

I bardzo dobrze się stało. Pisałem tekst o pogodzie na Wigilię i Boże Narodzenie 19 grudnia. A prognoza obu znakomitych stacji meteorologicznych była do kitu. Choć jeszcze 23 grudnia rano było -17 stopni, to rano w Wigilię już minus 3, a rano 25 grudnia było +5 stopni. Pomylili się o 27 stopni!
Jaki z tego wniosek. Ano taki, że powszechnie stosowany sposób prognozowania pogody na okres dłuższy niż trzy dni jest bez sensu. Człowiek, który na podstawie tzw. prognozy długoterminowej planuje podróż, urlop lub randkę, sam będzie sobie winien. Za to w tym roku sprawdziło się porzekadło: „Barbara po lodzie, Boże Narodzenie po wodzie”. Czwartego grudnia było -1.
Niewątpliwie klimat w naszej części świata ociepla się. Nie jesteśmy w stanie tego procesu zatrzymać, choćbyśmy emisję tzw. gazów cieplarnianych ograniczyli do zera. Gazy cieplarniane są to gazy cywilizacyjne: spaliny samochodów i samolotów, dymy z fabrycznych kominów i freon z lodówek. Różne organizacje zrobiły sobie z ocieplania się klimatu sposób na zaistnienie, a niektóre państwa i związki państw wykorzystują to do swoich celów. Konferencje klimatyczne nigdy nie przyniosą rezultatów, ponieważ zjawiska związane ocieplaniem się półkuli północnej zostały zanotowane już zimą na przełomie 1911/1912 roku. Samochody były wtedy rzadkością, choć Henry Ford produkował model Ford T od 1908 roku, ale pierwsza chłodziarka pojawiła się dopiero w 1913 roku. No, może fabryki dymiły bardziej niż dziś, ale też było ich zdecydowanie mniej. Przyczyną ocieplania się klimatu jest jego cykliczność, a nie dziura ozonowa. I tu się nic nie poradzi. Był kiedyś w Europie tropik, był półtropik, był klimat umiarkowany, potem zlodowacenia i teraz znów klimat mamy umiarkowany. Zdążamy ku półtropikowi czyli klimatowi śródziemnomorskiemu. Ale do tego jeszcze daleko, bo zdążamy okrężną drogą.

Będzie nam ciepło...
 

Północny Atlantyk co roku jest o odrobinę cieplejszy. Wydaje się, że np. 0,1 stopnia Celsjusza to niewiele, ale przy +0,1 stopnia lód już topnieje, a przy -0,1 stopnia C woda zamarza. Latem ciepła woda dostaje się coraz bardziej na północ, lód topnieje, ale późną jesienią, gdy słońca jest coraz mniej, zimna woda z topniejącego lodu oziębia Atlantyk do tego stopnia, że ciepły Golfsztrom nie daje rady  i mroźny wyż rosyjski wkracza do Europy. Stąd się biorą nasze mrozy na początku grudnia lub nawet wcześniej. Potem topniejącego lodu już nie ma, ciepły prąd zatokowy wraca na swoje miejsce i znów mamy powrót jesieni. Ale rosyjski wyż tylko czeka na odpowiednie warunki, by powrócić. I taki moment moim zdaniem nastąpi ok. 11 stycznia.                                        
A pokrywa lodowa Arktyki kurczy się i coraz więcej ciepła pochlania morze. Satelity robią z góry zdjęcia tej pokrywy i rzeczywiście jest jej coraz mniej. Jednak nie wszystko z góry widać lepiej. Otóż najwięcej Arktyki topnieje od spodu. Grubość lodu wynosi średnio zaledwie ok. 3 metrów. Gdy w 1958 roku amerykański atomowy okręt podwodny „Nautilus” przepłynął pod biegunem północnym, było to wielkie osiągnięcie (choć jakiś czas utrzymywane w tajemnicy). Dzisiaj może to zrobić każdy okręt podwodny bez ryzyka, że ugrzęźnie w lodzie. Są pokrywie lodowej mniejsze lub większe „jeziorka” wolne od lodu nawet zimą, toteż należy się spodziewać, że pokrywa lodowa Arktyki zginie latem z powierzchni Ziemi do 2020 roku. W zeszłym roku na biegunie północnym padał deszcz! Oczywiście nie należy wierzyć w bzdury o podniesieniu się oceanów o 10 czy więcej metrów, gdyż 7/8 lodu jest zanurzona w wodzie, a roztapiając się zmniejszy on swoją objętość  o 8%. Poziom oceanów podniesie więc tylko 1/8 część Arktyki, pomniejszona o 8% całości. Co do zatrzymania się Golfsztromu, ciepłego prądu zatokowego, który ogrzewa północną Europę to na dwoje babka wróżyła. Może się zatrzyma, a może nie. A może nie będzie już potrzebny?

   
© Chatka Kubatka