Rozmyślania przy kufelku

Lipa

Ten tekst też jest trochę spóźniony.

Lipa

Kiedyś, gdy byłem prezesem Stowarzyszenia Miłośników Urli, za zebraniu zarządu doszło do wymiany poglądów między mną, a wiceprezesem, panem Stanisławem M. Pan Stanisław reprezentował pozostały zarząd, a ja siebie. Chodziło o kontrowersyjny zapis w statucie, który praktycznie wiązał mi ręce, gdyż nie mogłem napisać nawet jednego pisma bez zgody zarządu (zbierał się nieregularnie i przeważnie latem) i Naczelnika Gminy. Niby chodziło nam o to samo, o dobro naszej miejscowości, ale drogi do tego bardzo się różniły. Gdy wyszliśmy na chwilę na dwór, by ochłonąć, pan Roman M, człowiek rozsądny, skłonny do kompromisu, spytał: „widzicie to drzewo? Pan Mariusz widzi go z jednej strony, a my z drugiej. Z tamtej strony jest więcej kwiatów, a z tej liści. Widzimy to drzewo inaczej,  a przecież to jest to samo drzewo”. No tak, na tym polega demokracja i wolność, ale to był jeszcze PRL, a na zebraniach zwracano się do siebie: „towarzyszu”, (to też była UCHWAŁA zarządu!).

            Ten nieco przydługi wstęp dotyczy występu naszych piłkarz na EURO. Ton komentarzy jest mniej więcej taki: „przegraliśmy, bo nie mieliśmy szczęścia, ale mamy drużynę i w eliminacjach do Mistrzostw Świata ten zespół będzie jeszcze lepszy, teraz to już tylko będzie lepiej, nasi zawodnicy (tu następują nazwiska) są bardzo dobrzy, wytrzymali kondycyjnie, wytrzymali presję kibiców, co prawda zajęliśmy ostatnie miejsce w grupie, ale niewiele brakowało, byśmy byli pierwsi, a co maja powiedzieć Rosjanie, Holendrzy, Szwedzi, Ukraińcy…” itd. itd.

            Ja to widzę inaczej. Przegraliśmy z przeciętnymi drużynami, bo byliśmy słabi jak kociaki. W pierwszym meczu było duszno, w drugim była presja, a w trzecim nam nie wyszło. Żadnej drużyny nie mamy, ten zlepek facetów myślących tylko o własnej forsie, to najemnicy opłacani z kasy PZPN. Dziennikarze wybrali sobie pana Latę na „chłopca do bicia”, (dziennikarze, to za wiele powiedziane, raczej plotkarze piszący co im ślina na język przyniesie), a czy on brał „startowe” w 1974 roku? Nasi znakomici piłkarze na kilka miesięcy przed EURO zażądali pieniędzy za sam start w Mistrzostwach! Po 20 tys. euro na twarz! Lato dał po 15, a pozostałe 5 jak wyjdą z grupy. Lato musiał dać, bo też nie jest w porządku, bierze ciężkie pieniądze praktycznie za nic. No i rzeczywiście, kondycji starczyło na 67 minut, bo za tyle mieli zapłacone. Biedactwa! Im nie przeszkadzała gra bez orzełka na koszulce, ba, to chyba kapitan drużyny powiedział, że „orzełek jest nienowoczesny”. Ironią losu jest fakt, że najlepszy na boisku był piłkarz słabo mówiący po polsku, Damien Perquis. Także do Boenischa i Polańskiego nie mam pretensji. Inni reprezentowali poziom Andory, w której grają policjanci, urzędnicy, nauczyciele, a nawet rzeźnik. I trenują dwa razy w tygodniu po pracy.

            Kapitan drużyny wykłócający się jak przekupka na targu o kasę i bilety (bo po 8 na zawodnika to za mało) to widok żenujący. Ale chcę wierzyć, że Błaszczykowski robił to w imieniu drużyny czy też jakiejś rady drużyny (kolejne kuriozum – drużyna ma grać, a nie radzić), a nie w własnym. Jakby pan Lato zaczął ulegać, to pół stadionu siedziało by za darmo.

            A ci pozostali przegrani? Holendrzy się zbłaźnili, chyba „sodóweczka za bardzo buzowała”. Rosjanie albo za ostro świętowali albo poszło o kasę, nie można nagle przestać umieć grać. Szwedzi, Ukraińcy, Irlandczycy i Chorwaci przegrali, ale walczyli do upadłego i nie można mieć do nich pretensji. Podobnie jak Duńczycy.

            Jeśli Czesi i Grecy przegrają swoje mecze z Portugalią i Niemcami (a tego należy się spodziewać) będziemy wiedzieli jak „silna” była nasza grupa.

            A jeśli chodzi o Stowarzyszenie Miłosników Urli, to skończyło się moją dymisją, a drzewem, które z jednej strony miało więcej kwiatów była lipa. Lipa…

           

   
© Chatka Kubatka