Hello, world!

Rozmyślania przy kufelku

Nowe znaczenie

Szczegóły

 

 

Gdy pracowałem w Łączniku Mazowieckim, społecznie oczywiście, redagowałem różne działy. Pisałem felietony, horoskopy, porady zielarskie, opowiadania, szukałem historycznych ciekawostek, zbierałem dowcipy i aforyzmy. Jeśli trzeba było jakiegoś pogodnego akcentu, Wojtek (właściciel ŁM)  zwracał się do mnie, bo ponuraków było w redakcji wielu, a prześmiewców tylko dwóch. Tylko że ten drugi był prześmiewcą poważnym, a ja… przeważnie nie. Zawsze musiałem mieć „coś po ręką”.  Wtedy to (a było to w okolicy roku 1996) zauważyłem, że niektóre wyrazy mają, lub raczej mogą mieć przy odrobinie wyobraźni podwójne znaczenie. Wkrótce przekonałem się, że nie tylko ja wpadłem na ten pomysł i kilka perełek językowych usłyszałem w wykonaniu kabaretu „Elita”. Szczególnie jedna utkwiła mi w pamięci: słowo BAROMETR (wiadomo, przyrząd do mierzenia ciśnienia atmosferycznego) można przeczytać jako: BAR O METR (czyli mam blisko do baru). W pewnym sensie jest to słowotwórstwo dosyć znane, bo przecież słowo RĘKODZIEŁO powstało z dwóch wyrazów: RĘKA i DZIEŁO. Takich przykładów jest więcej. A oto moje niektóre propozycje:

GROM – jestem muzykalny

GAZDA  (GAZ DA) – do niedawna Rosja

BUŁGAR  (BUŁ GAR) – duże naczynie z pieczywem

BLUSZCZ  (BLU SZCZ) – siusiający na niebiesko

ANION  (ANI ON) – partner Anny

ANTYGONA  (ANTY GONA) – przeciwniczka pędzenia

ANTYKWARIAT  (ANTYK WARIAT) – stuknięty staruszek

ASYGNATA  (ASY GNATA) – karty chudego pokerzysty

BAROK  (BAR OK) – fajna knajpa

BARWNIK  (BAR W NIK) – bar w Naczelnej Izbie Kontroli

BEMOLE  (BE MOLE) – wstrętne owady

MASZYNKA  (MA SZYNKA) – moja tylna część ciała

METAFIZYK  (META FIZYK) – naukowiec handlujący nielegalnie alkoholem

MNIEMANIE  (MNIE MANIE) – posiadanie siebie

MOLOCH  (MO LOCH) – właściciel głębokiej piwnicy

MOTYLE  (MO TYLE) – bogacz

NACZYNIE  (NA CZYNIE) – pracujący społecznie w niedzielę w PRL

NAZAD  (NA ZAD) – majtki

NEWADA (NE WADA) – zaleta po czesku

NOWY SĄCZ  (NO WYSĄCZ) – ponaglenie przy piciu

OFERMA  (O, FERMA) – zdziwienie na widok gospodarstwa w USA

OKALECZENIE  (OKA LECZENIE) – okulistyka

POPAS  (POP AS) – wyjątkowy kaznodzieja prawosławny lub aktywista Podstawowej Organizacji Partyjnej

POPRAD  (POP RAD) – zadowolony patrz powyżej

RĘKOJEŚĆ  (RĘKO JEŚĆ) – można tylko kurczaka

SAMOGON  (SAM OGON) – wąż

MARUDA  (MA RUDA) – moja dziewczyna o czerwonych włosach

TURKOT  (TUR KOT) – skrzyżowanie tura z kotem

UBOLEWAĆ  (UB OLEWAĆ) – lekceważyć Urząd Bezpieczeństwa

UCIĄŻLIWY  (UCIĄŻLIWY) – ojciec wielodzietnej rodziny

WOJAŻER  (WOJA ŻER) – jedzenie dawnego żołnierza

FANFARY  (FAN FARY) – wielbiciel kościoła parafialnego

TOBRUK  (TO BRUK) – kocie łby

DRZEMAĆ  (DRZE MAĆ) – mamusia jest dzisiaj w złym humorze

HYDRAULIKA  (HYDRA ULIKA) – zmora tłustego śledzia

JELEŃ  (JE LEŃ) – nierób przy obiedzie

KRASNOLUDEK  (KRASNO LUDEK) – bolszewicy

KULTURYSTA  (KUL TURYSTA) – turysta na uniwersytecie w Lublinie

LECHICKI  (LECH, ICKI) – prezydent Wałęsa w Izraelu

LENIWIEC  (LENI WIEC) – wielkie zgromadzenie nierobów

MAKUTRA  (MA KUTRA) – rybak z Władysławowa

BALSAMICZNY  (BAL SAMICZNY) – sylwester w gronie samych pań

BUKMACHER  (BUK MACHER) – drwal, specjalista od ścinania drzew bukowych

CHAMPION  (CHAM PION) – źle wychowany chłop stojący na baczność

ROZPRAWA  (ROZ PRAWA), ROZLEWA  (ROZ LEWA) – krok marszowy

AJATOLLACH  (A JA TO LLACH) – irański Polak

NAWÓZ  (NA WÓZ) – garaż

BALISTYKA  (BALI STYKA) – już wystarczy nam tarcicy na dom

BARAKUDA  (BAR, A KUDA?) – pytanie gdzie jest knajpa po rosyjsku

ZIMORODEK  (ZIMO RODEK) – urodzony w styczniu

 

 

Jasnowidzenie

Szczegóły

 

JASNOWIDZENIE

 

            Podobno trudno być prorokiem we własnym kraju. W Polsce w szczególności. Zresztą teraz proroków już nie ma, są za to jasnowidze. Właściwie co drugi Polak jest jasnowidzem, bo jakże często w rozmowie prywatnej, albo w telewizji słychać zdanie: a nie mówiłem! Tylko jakoś te słowa prorocze zaginęły w ludzkiej pamięci i musimy wierzyć na słowo.

            Historia poucza nas, że przepowiadanie przyszłości zawsze było niezwykle popularnym zajęciem, często intratnym lecz również niebezpiecznym. Każdy władca miał astrologa, który z gwiazd (bo fusów po kawie jeszcze wtedy nie było) wróżył wynik wojennej wyprawy, trwałość rządzenia lub trafność związku małżeńskiego. I tu tkwiło niebezpieczeństwo, że w razie nietrafnej przepowiedni wkurzony władca może kazać skrócić astrologa o głowę. Dlatego astrolog musiał być także dyplomatą, mówić niezrozumiale, kręcić, podlizywać się i mówić: tak, królu masz szansę na zwycięstwo,, ale musisz trzy razy splunąć przez lewe ramię nim kogut zapieje. Zawsze można się było tłumaczyć, że splunął dwa razy, albo zapomniał, albo nie słyszał koguta. W Makbecie Szekspira czarownice przepowiadają królowi, że będzie panował tak długo, dopóki las Birnam nie przyjdzie do niego. Makbet myślał, że będzie rządził wiecznie, tymczasem atakująca go armia zamaskowała się gałęziami drzew tegoż lasu i … las przyszedł do niego. Z tego płynie nauka, że wróżby nie można brać dosłownie.

Czytaj więcej...

 

Od Donu do Sanu

Szczegóły

Już kilka razy zarzekałem się, że nie będę zamieszczał tekstów politycznych, ale jak tu patrzeć obojętnie na tę naszą rzeczywistość. Aż się prosi, aby napisać kilka słów komentarza, póki jeszcze można…

            Ostatnio chyba pisałem o Sarkozym, a było to prawie dwa lata temu. Biedny Nicolas chce wrócić do polityki, ba, chce startować w wyborach prezydenckich w 2017 roku. Carla bardzo się posunęła przez te dwa lata, a w sumie jest już z nim ponad 6 lat! Toż to rekord świata ( u niej). Jest jeszcze dosyć młoda i chyba wreszcie zauważyła, że Nicolas to zwykły fircyk. Kilku takich pojawiło się jednocześnie na arenie Unii Europejskiej, np. Berlusconi, Blair, że o polskich nie wspomnę. Nic dziwnego, że Putin przestał traktować Unię jak równorzędnego partnera.

            No, ale teraz mamy większe zmartwienia niż bunga bunga. Długo nie mogłem zrozumieć, dlaczego referendum na Krymie jest bezprawne. Skoro każda polska gmina może przeprowadzić referendum np. w sprawie odwołania wójta, to dlaczego autonomiczna republika tego nie może? Do tej pory nasi politycy nie uzasadniali odmowy uznania referendum za prawidłowe, bo pewnie tylko powtarzali po premierze. Dopiero jedna mądra pani profesor chyba z Katowic wyjaśniła to mnie i paru innym osobom w telewizji. Otóż zdarza się, że jakaś część terytorium danego państwa chce się od tego państwa odłączyć, np. ze względów etnicznych, wyznaniowych lub gospodarczych. W związku z tym może przeprowadzić referendum, ale tylko za zgodą tego państwa! W dodatku to referendum będzie tylko informacją, że oni chcą mieć swoje państwo. Toteż praktyka pokazuje, że takie referenda poprzedza jakaś wojna, ludobójstwo i terroryzm, które zmuszają państwo do zgody na oderwanie się jego kawałka lub całkowitego rozczłonkowania (Sudan – Sudan Południowy, Jugosławia, Kosowo - Serbia, Palestyna - Izrael). Prawo międzynarodowe zabezpiecza w ten sposób interesy przede wszystkim dużych, demokratycznych państw. Cóż, nie po raz pierwszy między prawem a sprawiedliwością nie ma zgody…

            Dlaczego nawet małe społeczności chcą mieć własne państwa? Bo wydaje im się, że w gronie rodaków będzie im się żyło lepiej, że są niewielkie państwa, które mają się dobrze: Belgia, Dania, Holandia, Luksemburg. I to jest prawda, ale te kraje dochodziły do dobrobytu po kilkaset lat. Tylko niektórym nowo powstałym państwom się udaje. Udało się Słowenii i Chorwacji, pozostałym po byłej Jugosławii już nie bardzo. Czy uda się Krymowi – nie wiem. Jeśli wszystko zakończy się bez strzelania, to ma szanse, bo patrząc na położenie geograficzne, to może być „raj na ziemi”. Ale jeżeli dojdzie to wojny, to będzie cmentarz.

            Państwa demokratyczne nigdy nie uznają secesji Krymu, bo boją się precedensu. Wiele z nich ma problemy z mniejszościami na swoim terenie. Szkoci chcą się oderwać od Wielkiej Brytanii, Katalonia i Kraj Basków od Hiszpanii, w Belgii chcą się rozłączyć Walonowie i Flamandowie, we Włoszech pomrukuje Tyrol i Sycylia, Chiny musiałyby uznać Tajwan i Tybet. Nawet wielkie Stany Zjednoczone miewają kłopoty z Teksasem i Kalifornią. A u nas jest Śląsk…

            Nie wiem jak zakończy się ten cały konflikt, mam nadzieję, że obejdzie się bez armat. Ale jak by się nie skończyło jedynym wielkim przegranym będzie Polska. Kto wie czy nie będzie to ostateczny koniec naszej państwowości. Wtrąciliśmy się w nie swoje sprawy, rząd (chciałbym powiedzieć nasz) więcej dba o sprawy Ukrainy niż o własne. Naraża naszą suwerenność w imię jakichś wartości, których nie rozumiem. Już jest wstrzymany eksport wieprzowiny, jutro Rosja nie przyjmie jabłek, cebuli, gruszek, kapusty i przetworów mlecznych. Minister pociesza, że to „tylko” 20% naszego eksportu. I proponuje, by producenci tuczników przekwalifikowali się na producentów… gęsi. Albo wołowiny do uboju rytualnego, który w Polsce jest zakazany. Cały eksport rytualnej wołowiny do Izraela i krajów arabskich przejęła Francja i parę mniejszych państw UE. A Polska ma gó..o. Jak zwykle zresztą.

            Na zakończenie druga zwrotka hymnu Ukrainy:

 

Staniemy bracia do krwawego boju od Sanu do Donu,

Panować w domu ojców nie damy nikomu.

Czarne Morze się uśmiechnie, dziad Dniepr rozraduje,

W naszej Ukrainie dola się odmieni.

 

Jaki to miły test dla polskiego ucha! Warto pomagać Ukraińcom, już oni się nam odwdzięczą jak słychać w hymnie. Osobom, które nie znają geografii, przypomnę, że San jest w Polsce.

 

 

 

Świeto ludzkości

Szczegóły

Wspomniałem już, że lubię przeglądać stare gazety i czasopisma. Pisząc stare, mam na myśli te, które „urodziły się” prawie ze mną i razem ze mną rosły. Tak się bowiem złożyło, ze moja Mama zaczęła prenumerować „Przyjaciółkę” tuż przed moim urodzeniem (1948). Zresztą od tego właśnie roku „Przyjaciółkę” zaczęto wydawać. Niestety z 1948 roku zachowało się tylko kilka numerów, ale jeśli chodzi o lata późniejsze mam spory zbiór. Usiłuję je teraz jakoś usystematyzować, ale wciąż natrafiam na jakieś ciekawostki i dlatego trwa to długo.

W tej chwili leży przede mną numer 44(190) z 4 listopada 1951 roku (cena 30 gr). Numer jest poświęcony 34 rocznicy Wielkiej Rewolucji Październikowej. Rewolucję nazywano Październikową, gdyż według obowiązującego wtedy w Rosji kalendarza juliańskiego, rozpoczęła się w nocy z 24 na 25 października. Według naszego kalendarza gregoriańskiego jest to noc z 6 na 7 listopada.

Przypomnę, że w 1951 roku żył jeszcze Józef Stalin. Polska była zdecydowanie krajem okupowanym i to co obowiązywało w ZSRR, było obowiązkowe także dla nas. A więc już od połowy października trwał „miesiąc przyjaźni polsko-radzieckiej” i podejmowano czyny produkcyjne. Czytamy więc: „Dział wstępnego montażu zobowiązał się wykonać plan miesięczny 3 dni przed terminem. Tow. Ż. kierownik przedmontażu podjął się wprowadzić wielowarsztatowość na 5 frezorach (!). Montażyści podzespołów postanowili podnieść wydajność pracy o 10%, wykonać plan miesięczny w 110%, wprowadzić w życie metody Kowalowa i zmniejszyć do minimum braki. Oddział hartowni zobowiązał się poprawić 6 000 wybrakowanych magnesów i użyć je do produkcji.” Niestety, nie udało mi się dociec na czy polegała owa „metoda Kowalowa”. Trochę dalej Anastazja B. z Zakładów Odzieżowych w Elblągu wymienia przodowniczki pracy, które wyrabiają 200, 201,199,193% normy. A na zakończenie pisze: „Nieładnie się chwalić samemu, ale muszę napisać, ze ja też wyrabiam 194% normy”. Dlaczego nieładnie?

(Przy okazji warto przypomnieć, że 6 lub 7 listopada 1951 roku rozpoczęła się seryjna produkcja samochodu M-20 Warszawa na licencji radzieckiego samochodu GAZ. Zakładano produkcję 25 tys. samochodów rocznie czyli ponad 2 tys. miesięcznie. Tymczasem do końca 1951 roku wyprodukowano ich …75. Zużycie paliwa: 13,5 litra/100 km)

Chłopi oczywiście nie chcieli pozostać w tyle za robotnikami i : „My, chłopi z gromady Dębczyno dla uczczenia 34 rocznicy Rewolucji Październikowej zobowiązujemy się ostawić w terminie do punktów skupu zboże i ziemniaki, a także uiścić wszelkie należności podatkowe”. „Dwa razy daje ten, kto szybko daje – mówi z uśmiechem K. Józefa z gromady Dąbrówka pow. Radzymin – rozumiemy to z mężem dobrze i dlatego pierwsi w gromadzie odstawiliśmy wyznaczone nam zboże”.

I w tym stylu jest połowa „Przyjaciółki”. Jest jeszcze tekst o polskich „bohaterach narodowych”: Dzierżyńskim, Marchlewskim, Rokossowskim i Świerczewskim. A na pierwszej stronie artykuł Tadeusza Bieleckiego „Święto ludzkości”. To co pisze o naszej niepodległości woła o pomstę do nieba: „ Pamiętajmy, że smutna to była niepodległość pod rozbójniczym panowaniem rodzimych i obcych kapitalistów, że jednym z pierwszych wystąpień był bandycki marsz Piłsudskiego na młode państwo radzieckie, na kraj, który dzięki swej walce stworzył warunki dla powstania samodzielnego państwa polskiego”. Doprawdy, jestem spokojnym człowiekiem, ale nie wiem co bym zrobił, gdybym stanął twarzą w twarz z autorem tego artykułu.

I na zakończenie fragment wiersza Władysława Broniewskiego. Szkoda, że poeta tej miary tak bardzo roztrwonił swój talent pisząc peany na cześć Stalina, Lenina i komunizmu. A przecież jego wiersze rewolucyjne są piękne, a jego wiersze o miłości są jeszcze piękniejsze. A ten…

Kłaniam się Rosyjskiej Rewolucji

czapką do ziemi,

po polsku:

radzieckiej sprawie,

sprawie ludzkiej,

robotnikom, chłopom i wojsku.

 

Grób Lenina – prosty jak myśl,

myśl Lenina – prosta jak czyn,

czyn Lenina – prosty i wielki

jak Rewolucja.

 

…raczej piękny nie jest.

 

 

Związki

Szczegóły

Ze względu na rodzinne przeżycia nie mogłem się skupić by napisać coś sensownego. Nawet teraz nie wiem, czy mi się uda, ostatecznie minął dopiero miesiąc od śmierci mojej Mamy. Ale w ciągu tych tygodni było tyle wydarzeń, że nie można pominąć ich milczeniem. Papież zrezygnował, coś spadło na Czelabińsk, asteroida nas minęła „o włos”, umarł Hugo Chavez, a himalaiści nie wrócili. Ale na początek muszę kontynuować jeden z poprzednich tematów, ten dotyczący związków partnerskich.

Czytaj więcej...

 

Lipa

Szczegóły

Ten tekst też jest trochę spóźniony.

Lipa

Kiedyś, gdy byłem prezesem Stowarzyszenia Miłośników Urli, za zebraniu zarządu doszło do wymiany poglądów między mną, a wiceprezesem, panem Stanisławem M. Pan Stanisław reprezentował pozostały zarząd, a ja siebie. Chodziło o kontrowersyjny zapis w statucie, który praktycznie wiązał mi ręce, gdyż nie mogłem napisać nawet jednego pisma bez zgody zarządu (zbierał się nieregularnie i przeważnie latem) i Naczelnika Gminy. Niby chodziło nam o to samo, o dobro naszej miejscowości, ale drogi do tego bardzo się różniły. Gdy wyszliśmy na chwilę na dwór, by ochłonąć, pan Roman M, człowiek rozsądny, skłonny do kompromisu, spytał: „widzicie to drzewo? Pan Mariusz widzi go z jednej strony, a my z drugiej. Z tamtej strony jest więcej kwiatów, a z tej liści. Widzimy to drzewo inaczej,  a przecież to jest to samo drzewo”. No tak, na tym polega demokracja i wolność, ale to był jeszcze PRL, a na zebraniach zwracano się do siebie: „towarzyszu”, (to też była UCHWAŁA zarządu!).

Czytaj więcej...

 

Święto

Szczegóły

Z opóźnieniem zamieszczam moje dywagacje na temat EURO, a to ze względu na chorobę w rodzinie.

ŚWIĘTO (ПРАЗДНИК)

 

Znowu euforia ogarnęła kraj od Bałtyku po Tatry. Remis z Rosją (w walce bokserskiej byłby to remis ze wskazaniem na Polskę) jest odbierany jako zwycięstwo. A tymczasem sytuacja w naszej grupie jest taka, że Rosjanie nie mogą sobie pozwolić nawet na porażkę z Grecją jedną bramką, a my musimy wygrać z Czechami. Co ciekawe, w przypadku wygranej Grecji, przy remisie Polski z Czechami to oni awansują do ćwierćfinałów razem z Rosją. Wszystko jeszcze jest możliwe, nawet to, że Rosja pojedzie wcześnie do domu. I wtedy dopiero moglibyśmy ogłosić prawdziwe zwycięstwo. Nawet jeśli awansują Czechy i Grecja (to także jest możliwe!). A niektóre kobiety mówią, że piłka nożna jest nudna.

Czytaj więcej...

 

Więcej artykułów…

  1. Biedny Nicolas!
  2. Myślenie
  3. Filozofia
   
© Chatka Kubatka, 2017